Rolnik – sam w dolinie?

Wsi spokojna, wsi wesoła, jak pisał poeta. Wieś kojarzy nam się z sielskimi krajobrazami, krowami radośnie ryczącymi na zielonych pastwiskach, rumianymi dziewkami odzianymi w barwne spódnice i wiążącymi na polu snopki.

Lecz jak jest rzeczywistość? Teraz na polach i łąkach rządzi specjalistyczny sprzęt rolniczy. Krowy stoją w oborach podpięte do dojarek, zielone pastwiska zamieniono na żółte pola rzepaku, bo z niego wyrabia się olej, a olej rzepakowy to wyborowy tłuszcz. Najbardziej jednak żal tych dziewczyn czerstwych i żwawych, które zostały wyparte przez mechaniczne snopowiązałki. Niewątpliwie specjalistyczny sprzęt rolniczy nieodwracalnie odebrał nam wieś, jaką znamy z poezji renesansu. Nie znajdziemy już tam tętniących życiem folwarków, chłopskich wesel (może jednak…?) ani hucznych polowań. Lasy wycięto pod produkcję zboża, które idzie na import w wielkich ilościach i nikt na to nic nie poradzi, bo liczą się pieniądze. Po ogołoconej, choć starannie nawożonej ziemi hulają wiatr historii i specjalistyczny sprzęt rolniczy, przeganiając się nawzajem. Polować więc nie ma gdzie, biedni myśliwi muszą czaić się na zwierza w bruzdach zaoranej ziemi, a biedny zwierz zamiast buszować po lesie, musi szukać jedzenia właśnie w zaoranej ziemi. Konfrontacja jest więc nieunikniona. Ale to nie znaczy, że myśliwi się cieszą. Co to za frajda upolować zająca który z głodu rył w ziemi w poszukiwaniu marchwi? Chłopi także zniknęli, wyparci przez specjalistyczny sprzęt rolniczy. Pozbawieni pracy, którą wykonywali tak ochoczo (w przeciwnym razie czekała ich np. chłosta), musieli szukać szczęścia w miastach. Miasta więc zaludniają się coraz bardziej. Ostatnie relikty przaśnego chłopstwa wysyłają swoje dzieci po lepsze życie. Ci dziadziusiowie i babunie nie mogą już się zmienić. Zostaną na zawsze przy swoich chałupach, dłubiąc motyką w przydomowych ogródkach. Chętnie wyszliby w pole, ale ich pole już dawno wykupił bogaty sąsiad i wypuścił na nie swój specjalistyczny sprzęt rolniczy. Dość narzekań, pora na korzyści wynikające z zastosowania wspaniałych maszyn i urządzeń przeznaczenia rolniczego! Po pierwsze, wspomniany już gdzieś wyżej import. Na sprzedaży naszego zboża, bardzo zresztą dobrego i cenionego na świecie, można zarobić dużo pieniędzy. Oczywistym następstwem zarobienia pieniędzy jest kupienie większej ilości rzeczy, jakie można uznać za specjalistyczny sprzęt rolniczy. Dzięki temu możemy kupić nowe lasy, by wyciąć je i przerobić na pola. Tu mamy bonus w postaci drewna, które możemy sprzedać i znów zyskać nieco grosza. Kiedy zasiejemy pola na wielką skalę wszystkim co tylko możliwe i, gryząc paznokcie z niecierpliwości, doczekamy wreszcie żniw, możemy znów sprzedawać zboże, kupować lasy, i tak w kółko. Szaleni ekolodzy może zdążą w międzyczasie posadzić nowe drzewa – dzięki temu płynność zostanie zapewniona, a specjalistyczny sprzęt rolniczy będzie rozwijał naszą produkcję na największą globalną skalę. Cóż nam jednak po pieniądzach? Za nie nie kupimy wakacji u dziadków, z atrakcjami takimi jak dojenie krów, wieczorne polowania na chrabąszcze czy młócenie pszenicy cepem.